Publikacje akademickie to wielki biznes

Wbrew powszechnemu przekonaniu publikacje naukowe to solidny sektor biznesu! W 2015 r. Sam globalny rynek wydawniczy STM (naukowy, techniczny i medyczny) został oszacowany na ponad 25 mld USD, co stanowi zaledwie część rynku. Czasopisma naukowe są klejnotami koronnymi tego rynku, a Elsevier, globalna firma zajmująca się analizą informacji, potwierdziła swoją pozycję dominującego gracza w przestrzeni wydawniczej, ponieważ jej udział w rynku jest prawie równy udziałowi trzech kolejnych połączonych firm - Thomson Reuters, Springer , Wiley.

Joseph Schumpeter, ekonomista i profesor na Uniwersytecie Harvarda.

Nauka zawsze była czynnikiem sprzyjającym innowacjom i zawsze będzie nieodłącznie związana z postępem naszego społeczeństwa. Jest to najskuteczniejszy mechanizm, jaki kiedykolwiek zaprojektowaliśmy, aby promować nową działalność gospodarczą i pielęgnować nowe, przełomowe gałęzie przemysłu, co z kolei może uczynić świat lepszym miejscem. Ten sentyment został uchwycony przez wpływowego komentatora politycznego Josepha Schumpetera, ekonomistę i profesora na Harvardzie, który powiedział: „nauka jest i zawsze była w centrum naszego systemu gospodarczego”. Ta idea wciąż jest prawdziwa.

Jak działa teraz proces wydawania publikacji akademickich

Brian Nosek, profesor z University of Virginia i dyrektor Center for Open Science, opisał, jak lukratywny może być sektor wydawnictw akademickich, nazywając go „idealnym modelem biznesowym do zarabiania dużych pieniędzy. Masz producenta i konsumenta jako tę samą osobę: naukowca. A badacz nie ma pojęcia, ile cokolwiek kosztuje. ”Tradycyjny wydawca, taki jak czasopismo, musi pokryć wiele kosztów, płacić pisarzom za pisanie artykułów, zatrudniać redaktorów do tworzenia i sprawdzania artykułów oraz płacić za dystrybucję gotowych produktów do subskrybenci i detaliści. Ten proces jest drogi, a nawet najbardziej udane magazyny osiągają zysk jedynie w wysokości 12–15%.

Proces publikowania artykułów akademickich jest podobny, z tym wyjątkiem, że wydawcom naukowym udaje się obniżyć większość kosztów publikacji. W związku z tym ich marże zysku są znacznie wyższe niż w przypadku tradycyjnego wydawcy. W 2010 r. Elsevier odnotował zyski w wysokości 724 mln GBP, z marżą 36% - wyższą niż Apple, Google i Amazon w tym roku.

To dlatego, że naukowcy, finansowani przez rządy, piszą artykuły pod własnym kierunkiem i rozdają je wydawcom za darmo. Chociaż wydawcy płacą redaktorom naukowym, aby ocenić, czy artykuły są warte opublikowania, większość prac, takich jak sprawdzanie naukowej ważności i ocena eksperymentów, są wykonywane przez innych ochotników-naukowców. Następnie wydawcy sprzedają artykuły instytucjom i uniwersytetom finansowanym przez rząd, aby przeczytać je naukowcy. To błędne koło zniechęca zarówno badaczy, jak i rządy, a wydawcy wypełniają swoje kieszenie.

Z raportu Deutsche Bank, 2005.

W 2005 r. Raport Deutsche Bank nazwał ten proces „dziwnym systemem potrójnych płatności” - zauważając, że „państwo finansuje większość badań, płaci wynagrodzenie większości osób sprawdzających jakość badań, a następnie kupuje większość opublikowanego produktu. „Naukowcy doskonale zdają sobie sprawę z nieefektywności związanej z tym procesem, a wielu obserwatorów uważa, że ​​przemysł wydawniczy ma zbyt duży wpływ na ustalanie, co naukowcy wybierają do badań, co z kolei ma negatywny wpływ na rozwój nauki.

Sklepy faworyzują nowe, spektakularne lub kontrowersyjne wyniki, dlatego naukowcy, wiedząc, jakie artykuły są publikowane, starają się odpowiednio dostosować swoje badania. Wpływ tego wadliwego systemu można natychmiast zobaczyć w dużej liczbie czasopism niskiej jakości, a niektórzy krytycy idą nawet dalej, obwiniając obecny system publikowania czasopism za powstrzymywanie postępu naukowego. Zasadniczo garstka wydawców naukowych kształtuje rozwój nauki zgodnie z ich interesami finansowymi. To jest nie do utrzymania sytuacja. Podsumowując, obecna sfera wydawnictw akademickich nawet nie zajmuje się kwestią plagiatu i posiadania pomysłów. Gdyby badacz wysłał plagiat do opublikowania, nikt nie byłby mądrzejszy.

Czytaj dalej resztę artykułu Romero w Nasdaq.