Każda klasa teoretyczna, którą kiedykolwiek brałem, zaczyna się w ten sam sposób.

2 lutego 2019 r

Biblioteka w Trinity College, Dublin, Irlandia. Zdjęcie do Alexa Blocka na Unsplash.
„Uczący się zawsze zaczyna od znalezienia winy, ale uczony widzi we wszystkim pozytywną wartość” - Georg Wilhelm Friedrich Hegel

Studium Hegla, a następnie Karla Marksa, niekończącej się męskości szkoły frankfurckiej, za pośrednictwem Jacquesa Derridy, zwykle kończy się gdzieś w pobliżu Michela Foucaulta, zanim dotrze do jakiejkolwiek kobiety-filozofa - i do tego momentu jest już daleko znak drogowy semestru.

Każda klasa, to jest program nauczania.

Nie dyskredytuję znaczenia poznawania historii filozofii jako sposobu na zrozumienie naszego dzisiejszego świata.

Każdy z tych filozofów utorował drogę teoretykom, którzy przyszli po nich. Karl Marks był pod silnym wpływem Hegla, szkoły frankfurckiej Marksa, a ta trójka zdecydowanie odegrała jakąś rolę w badaniach Derridy i Foucaulta (znani wrogowie).

W rzeczywistości prace Hegla i Marksa są szczególnie widoczne w świecie filozofii i teorii krytycznej do dziś.

Hegel i Marks

Bez względu na to, jak znacząca jest ich praca, byli daleki od doskonałości.

Hegel, Marks i szkoła frankfurcka mieli swoje problemy, niektóre gorsze od innych. Większość ich problemów dotyczyła braku wzmianki o kobietach, która nie wymagała od nich czekania w kuchni, ani tego, w jaki sposób rasa wpisuje się w ich teorie.

Dlaczego tak potrafimy patrzeć poza te kwestie i stale sprawiać, że stają się one głosami historii filozofii?

Może to dlatego, że są historią.

Może dlatego, że minęło więcej czasu, dzięki czemu łatwiej jest wyrównać brak równości w pracy do efektu ubocznego czasu, w którym żyli.

Może ich praca jest tak wyjątkowa, że ​​zawsze wydaje się, że ma zastosowanie w jakiś sposób.

Niezależnie od tego, zawsze mnie zadziwia, że ​​tak dawni filozofowie kładą duży nacisk na tych dawnych filozofów, ale filozofie żeńskie, które po nich przyjdą (wrzucając nas w feminizm drugiej fali) stałyby się tabu z powodu braku uznania rasy.

Zestawiając działającą bibliografię dla mojego potencjalnego tematu pracy, zastanawiałem się nad tym.

Upadłem w króliczej nodze badań, zaczynając od Rebeki Solnit i Susan Sontag, a kończąc na Karlu Marksie. Prawdopodobnie mógłbym pójść dalej i zastosować coś z Hegla, ale musisz się gdzieś zatrzymać i zatrzymać tuż przed tym, jak Hegel oszczędza mi przerażającego horroru, który czyta Hegla.

Spirala, w której się znalazłem, miała wzór. Susan Sontag zaprowadzi mnie do Guy'a Deborda i jego teorii spektaklu, a Debord zaprowadzi mnie do Maxa Horkheimera (szkoły frankfurckiej) i Karola Marksa.

Kiedy wyciągnąłem się z tej nieoczekiwanej dziury, byłem bardziej niż trochę zszokowany. Nie myślałem świadomie, że w tym kierunku zostałbym pociągnięty, kończąc na Marksie. Ale była też część mnie, która czuła, że ​​muszę cofnąć się tak daleko, aby znaleźć połączenie z wielkim męskim filozofem. Po prostu jak się to robi.

Susan Sontag

Kocham Susan Sontag.

Kilka tygodni temu pisałem o moim ulubionym eseju: Notes on Camp

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czy znajdzie się na liście białych kobiet-teoretyków i działaczy tabu z lat 60-tych. Jednak piętno związane z tą konkretną marką teoretyka w tamtej dekadzie skłoniło mnie do pytania, czy można rozważyć pracę Sontaga.

Pytał mnie, czy podziwianie jej pracy jest w porządku, jak to często robię.

I tu zaczyna się moja frustracja.

Dlaczego akceptuję, a nie zastanawiam się po raz kolejny, że muszę włączyć Hegla lub Marksa do swoich badań, ale muszę przestać i zastanawiać się, czy jestem wystarczająco włączający, dodając Susan Sontag - lub jakąkolwiek inną kobietę teoretyk?

Jeśli trzymamy tych wszystkich wielkich męskich filozofów na tak wysokich cokołach z powodu sposobu, w jaki ich praca utorowała drogę do dalszej pracy prawie sto lat później, czy nie powinniśmy zrobić tego samego dla wszystkich, którzy to zrobili?

Lub, jeśli tak ważne jest, aby przypomnieć sobie, że w latach 60. było więcej niż białe kobiety z głosem - i to jest tak ważne - czy nie powinniśmy zrobić tego również z tymi mężczyznami? Czy zamiast tego nie powinniśmy patrzeć na pracę mężczyzn, którzy nie byli biali i pochodzili z Niemiec lub Francji?

Czy klasy teoretyczne nie powinny na początek wybierać nowego zestawu filozofów?

Czy to w ogóle możliwe?

Biorąc pod uwagę, że nie przychodzą na myśl inni filozofowie tego kalibru, być może nie.

Może to tylko pobożne życzenie.

Może dlatego jestem o wiele trudniejszy na Susan Sontag niż na Karlu Marksie.