Zapomnij o nauce, to jest rodzicielstwo

Przez 24 lata jako rodzic byłem zarówno chętnym konsumentem, jak i wiecznym sceptykiem w zakresie porad dla rodziców. Chętnie, ponieważ, jak większość rodziców, chcę robić najlepiej przez moje dzieci. Sceptycznie, ponieważ rodzicielstwo nigdy nie było uniwersalnym przedsięwzięciem, które łatwo dostosowuje się do ciągle zmieniających się zaleceń ekspertów.

Kiedy urodziły się moje najmłodsze dzieci, Penelope Leach i T. Berry Brazelton zmonopolizowali rodzicielskie fale radiowe, rozpraszając rekomendacje w książkach i programach telewizyjnych. Jedno kliknięcie pilota i mogłem zobaczyć, jak prezentują swoje marki wychowania dzieci i korzyści płynące z profesjonalnego poradnictwa.

„Chciałbym, aby każdy nowy rodzic miał okazję dzielić się swoim nowym dzieckiem z kimś, kto mógłby go dla niego zinterpretować” - powiedział Brazelton podczas wywiadu, przemawiając ciepłym, miękkim, hipnotycznym tonem, który mógłby uczynić prawdziwego wierzącego z każdego. „Ma to znaczący wpływ na samoocenę dziecka i gotowość do uczenia się - wszystkie rzeczy, o których marzymy o pragnieniu”. Tak, chciałem i marzyłem o tym wszystkim. On mnie wciągnął. Kupiłem książki i oglądałem programy. To przynajmniej mogłem zrobić, aby zabezpieczyć przyszłość moich dzieci.

Brazelton i Leach mieli wiele do powiedzenia na temat karmienia, snu, płaczu, agresji i relacji rodzic-dziecko. Ale ich ogólne przesłanie sprowadzało się do kluczowej zasady: słuchać i akceptować dzieci bezwarunkowo. Im bardziej uważny i wrażliwy rodzic, tym bardziej odporne i kwitnące dziecko.

Kilka lat później, kiedy mój sześcioletni syn ogłosił kryzys rodzinny, ogłaszając, że poślubi naszego sąsiada, czułem się uzbrojony i gotowy.

„Nie”, moja czteroletnia córka nalegała w odpowiedzi, „wyjdziesz za mnie”.

„Nie mogę się z tobą ożenić” - odpowiedział - „bracia nie wychodzą za siostry”.

Ona roniła łzy. Nie móc spać.

Kiedy próbowałem ją pocieszyć, nie mogłem powstrzymać się od powrotu do nastoletnich lat, zastanawiając się, czy pocieszałbym ją w ten sam sposób. Wyobraziłam sobie, jak jej smutek rozlał się po całym domu po nieudanym romansie. Czułem kruchość zabezpieczeń, które mogłem zaoferować, moją niezdolność do ochrony jej przed wstrząsami i wstrząsami życia. Bardzo chciałem ją zaszczepić przeciwko przyszłym bólom i dać jej wewnętrzną siłę, aby mogła wytrzymać napady. Tak więc, kierując mantrę bezwarunkowej akceptacji, zapewniłem ją, że wszyscy ją kochają.

„Tak”, jęknęła, „wszyscy mnie kochają, ale nikt mnie nie poślubi”. W jej wieku nie wyobrażała sobie rozstania z rodziną.

Uczestnictwo i udzielanie odpowiedzi było trudniejsze niż się wydawało. Zwłaszcza, gdy wymagało to oddzielenia lęku rodzicielskiego od uczuć dziecka. Nadal lubiłem Leacha i Brazeltona, ale ich porady działały lepiej w teorii niż w praktyce.

W ciągu osiemnastu lat od tego incydentu obserwowałem, jak branża poradnictwa dla rodziców staje się bardziej złożona i wszechobecna. World Wide Web rozpowszechnia opinie i rekomendacje, obiecując dostarczyć odpowiedzi za jednym dotknięciem klawiatury. Szybkie wyszukiwanie „poradnika rodzicielskiego” zwraca 56 978 wyników na Amazon, a „blog porad rodzicielskich” pokazuje 13 600 000 wpisów internetowych. (Obaj wzrosły już od czasu napisania tego tekstu). W tym tomie eksperci i opiniotwórcy powinni omówić prawie każdy dylemat wychowywania dzieci. Ale spróbuj googlować „co powiedzieć, kiedy przedszkolak martwi się małżeństwem” i nic ważnego się nie pojawia. Nawet gdyby tak było, jest mało prawdopodobne, że książka lub Internet byłby w stanie poprowadzić mnie przez ten moment, szepcząc mi, że moja córka nie martwi się o miłość, ale o separację.

Pomimo swoich ograniczeń guru rad nadal kontynuowali swoje działania magnetyczne, obiecując, że zmienią siebie i moje dzieci w najlepsze możliwe wersje siebie. Wraz z nimi spotkałem się z wszechobecnymi ostrzeżeniami o krzywdzie i niedostosowaniu, które pobudziły moją determinację do pozostania na bieżąco i bycia dobrze przygotowanym.

Poranne gazety opowiadały o nastolatkach, którzy próbowali popełnić samobójstwo po tym, jak zostali pociągnięci, a następnie odrzuceni przez internetowe romanse. W wieczornych wiadomościach opisano, w jaki sposób współczesna kultura hamuje rozwój dzieci. Ukryte trucizny czaiły się w jedzeniu i produktach czyszczących. Rodzice pozbawili intelektu dziecka, wypowiadając za mało słów dziennie. Młodzież została podłączona i odstawiona, zamieniając swoje życie w wylęgarnie dla ADHD. Problem po potencjalnym problemie błysnął na ekranie. Ekspert po ekspercie objaśnił rozwiązania. Brazelton i Leach „słuchają i pielęgnują swoje dziecko” zostały zaktualizowane prześladującymi dowodami, że dzieci potrzebują ochrony. Co miał zrobić nowoczesny rodzic?

Wyszukiwarka Google uzyskała wiele sugestii. Monitoruj swoje dzieci: obserwuj kontakty i działania społecznościowe, sprawdzaj wykorzystanie mediów społecznościowych, przeszukuj pokoje.

Inne strony ostrzegały przed zbyt dużym nadzorem. Dzieci potrzebują prywatności. Unoszący się rodzice niszczą poczucie własnej wartości. Ameryka stoi w obliczu tsunami nadopiekuńczych rodziców hodujących młodzież, która nigdy nie będzie w stanie sprostać wymaganiom życia. Pozwól dzieciom walczyć i uczyć się na własnych błędach.

Potem przyszły badania, które wywołały strach w moim rodzicielskim sercu. Stres jest śmiertelny. Pojedyncze zdarzenie może zniszczyć neurony w mózgu, zakłócając pamięć i uczenie się. Przewlekły stres jest jeszcze gorszy, zmniejszając objętość mózgu i powodując zaburzenia emocjonalne i poznawcze. Udowodniono to u myszy, które z pewnością przypominają małe dzieci.

Jakiego rodzaju stresu dotyczyły badania, których nie mogłem odkryć. Penelope Leach powiedziała, że ​​kiedy dzieci płaczą energicznie, kortyzol przepływa przez ich mózg i hamuje rozwój. Pamiętałem liczne, ciągłe epizody energicznego płaczu w dzieciństwie moich dzieci: kiedy mój syn spadł ze schodów, kiedy zostawiłem córkę na przedszkolu, kiedy gorączka wybuchła w ich małych ciałach. Dzięki lepszemu monitorowaniu być może mógłbym uniknąć niektórych z tych incydentów. Najwyraźniej zawiodłem na wszystkich frontach. Nie byłem wystarczająco czujny ani wystarczająco wrażliwy.

To, jak bardzo mi się nie udało i czego tak naprawdę wymagało współczesne rodzicielstwo, wkrótce stało się jasne. W tomie „Science of Parenting” z 2006 roku Margot Sunderland syntetyzuje praktyki rodzicielskie i rozwój neurologiczny. Wyjaśnia, że ​​reagując wrażliwie na uczucia dzieci, rodzice mogą oswoić ośrodki emocjonalne w mózgach swoich dzieci, powstrzymując dyspersję kortyzolu. Zabijał dwa ptaki jednym kamieniem; reagując, rodzice mogliby wbudować ochronę biologiczną. Brzmiało to jak dobry interes, prawie zbyt dobry, aby mógł być prawdziwy.

„Konsekwentna regulacja emocjonalna stanowi wyzwanie” - czytam - „jeśli masz dwoje lub więcej dzieci poniżej piątego roku życia, może się okazać, że zaspokojenie każdej ich potrzeby może być czasem nieubłagane; małe dziecko potrzebuje emocjonalnej regulacji co 20 sekund. ”

Sunderland uważa, że ​​rodzice powinni uzyskać pomoc od innych dorosłych, dzielić obciążenie regulacyjne, ale nie oszczędzać. Inni podkreślają, że wyczerpujące wymagania oznaczają, że rodzice powinni poświęcić czas na samoopiekę. Z pewnością samoopieka jest trudna do dopasowania do tego rodzaju harmonogramu.

Edward Tronick, psycholog z Harvardu, twierdzi, że przeciętna matka reaguje na swoje dziecko tylko około 30 procent czasu. Uważa, że ​​to wystarczy. To obniżyłoby szacunki Sunderlanda do jednej odpowiedzi regulacyjnej na minutę. Nawet przy obniżonym pasku wiedziałem, że nie zdałem testu. Raz na minutę nie było już czasu na przygotowanie posiłku, rozmowę dla dorosłych czy wycieczkę do łazienki. Chociaż może uda mi się przemycić kilka głębokich, odświeżających oddechów w celu samoopieki.

Dawałem rodzicom najlepsze zdjęcia od wielu lat, ale podążanie za radami ekspertów okazało się trudne. Próbowałem uczestniczyć i odpowiadać, ale nie zawsze mogłem zainteresować się obawami moich dzieci. Czy miało znaczenie, czy podczas gry na czterech kwadratach przyjaciele mojego syna oszukiwali i wykrzykiwali piłki, które naprawdę były w środku, czy też zadanie domowe, które wyznaczył mu nauczyciel, było „głupią stratą czasu”?

„W porządku”, powiedziałbym, „jeśli jest tak źle, nie graj w cztery kwadraty lub odrabiaj pracę domową”.

„Jaka matka mówi swojemu dziecku, żeby nie odrobiło pracy domowej?”, Odpowiedział.

Podjąłem kilka beznadziejnych prób monitorowania mediów społecznościowych i działań, zanim zdecydowałem, że wysiłek nie był wart następującej urazy lub sposobu, w jaki zakłócał bezwarunkową akceptację. Szpiegowałem tylko wtedy, gdy zauważyłem podejrzane lub nieodpowiedzialne zachowanie. Nawet przy takim podejściu bez użycia rąk oskarżono mnie o nadopiekuńczość.

„Co robisz dziś wieczorem?” - pytałbym moich nastolatków.

„Dlaczego zawsze musisz wiedzieć wszystko?”, Odpowiedzieli.

„Kiedy kończysz swój projekt historyczny?

„Nie wiem, to zależy, kiedy mam czas. To naprawdę denerwujące, kiedy ciągle pytasz, co robimy i kiedy. ”Nie oznacza to, że rodzicielstwo nie miało swoich magicznych momentów, kiedy zrozumienie i działanie się połączyły, a eksperci i ja zaczęliśmy działać. Czasami pocałunek może magicznie wyleczyć skrobane kolano lub bandaż ukrywa go przed świadomością. Czasami trafny komentarz poprawiał kwaśny nastrój. Ale w innych momentach życia guzki i siniaki pozostawiły ślady. Najbardziej uzdrowiony. Niektóre prawdopodobnie pozostają jak blizny.

Jestem pewien, że moje pomieszane reakcje zostały gdzieś w niezatarty sposób odciśnięte w mózgach młodych dorosłych dzieci, ale wydaje się, że nie mają nic przeciwko. Okazuje się, że nie chcieli, abym był rodzicem naukowym lub studiowanym, ani nie przesadzał w codziennych interakcjach ze zbyt dużą szybkością reakcji. Nie przeszkadzało im to, że nie zawsze słuchałem, a czasem źle rozumiałem, czy też kończyły im się mózgi lub życie, które nie były w pełni regulowane. To, czego najbardziej chcieli, to po prostu być ich mamą, zainteresować się nimi i chętnie pomagać w razie potrzeby. Ich pasek, dzięki Bogu, był stosunkowo niski.

W międzyczasie wiadomości, Internet i półki z książkami wciąż bombardują najnowszymi odkryciami, obiecując, że rodzicielstwo będzie coraz bardziej naukowe, a codzienne życie coraz mniej wykonalne. Podczas gdy ciekawość pozwala, aby wskazówki i porady nadal pojawiały się w mojej skrzynce odbiorczej, staram się oderwać od nich. Bez względu na to, jak bardzo jestem oddany lub dobrze czytany, nigdy nie mogę dać sobie ani mojej rodzinie odporności na trudności związane z byciem człowiekiem.

"Kocham Cię. Będę za tobą tęsknić - powiedziała moja córka, mocno mnie przytulając, gdy wybiegła za drzwi, by wrócić do college'u, kilka chwil po wyrażeniu irytacji na moje pytania.

„Mimo że mnie denerwujesz?” Zapytałem.

„Tak, jesteś denerwująca”, powiedziała. "Więc co?"