Jak (nie) kupić akademickiego

Niestety nie jest to życie profesora uniwersyteckiego. („Sport of Tycoons” Carl Banks, Flickr / CC-BY-NC-ND)

Oto przerażająca myśl: „Google płaci profesorom uniwersyteckim za korzystne dokumenty programowe”. Podstawową ideą wysuniętą przez Google Transparency Project (GTP) jest to, że Google płaci miliony dolarów naukowcom, aby „kupić” badania sprzyja to ich polityce. Ich raport nazywa się „Google Academics, Inc.” Chwytliwy, jak sądzę. Odgrywa dominującą narrację, że firmy technologiczne są złe. Ale staje się także coraz bardziej niepokojącą narracją, że nauce nie można ufać. Próbując zdyskredytować Google, raport tego projektu sugeruje również, że naukowców można łatwo wykupić. Te badania są na sprzedaż dla oferenta, który zaoferuje najwyższą cenę. Łatwo jest przejść od tej koncepcji do myślenia, że ​​partia polityczna płaci na przykład za badania nad zmianami klimatu - i ta narracja jest obecnie niebezpieczna.

Dla jasności kwestia nieujawnienia finansowania badań to wielka sprawa. I to na pewno się zdarza. Artykuł w Wall Street Journal, oparty częściowo na danych GTP, wydaje się ujawniać pewne problematyczne pojedyncze przypadki. I już wiemy, że jest to na przykład problem w branży farmaceutycznej. Ale dobrą wiadomością jest to, że w branży technologicznej nie musi tak się często zdarzać. Ponieważ pomimo twierdzeń o „setkach” dokumentów finansowanych przez Google, mających wpływ na politykę, w bazie danych zawierającej 330 artykułów 7 z nich jest moje, a moja nie jest jedynym wątpliwym przypadkiem.

jeden z moich artykułów wymienionych w bazie danych badań finansowanych przez Google projektu Google Transparency Project

Jeden z pierwszych artykułów wymienionych w tej bazie danych nosi tytuł Remixers 'Understandingings of Fair Use Online. Jest to artykuł badawczy oparty na badaniu przeprowadzonym w wywiadzie, w którym rozmawiałem z twórcami treści internetowych o ich zrozumieniu dozwolonego użytku oraz o tym, jak podejmują oni decyzje dotyczące tego, co mogą, a czego nie mogą zrobić, jeśli chodzi o tworzenie i udostępnianie remiksów na platformach internetowych . Być może zastanawiasz się, w jaki sposób ten artykuł jest korzystny dla stanowisk Google. Ja też! W każdym razie gazeta jest krytyczna wobec YouTube, ponieważ ich zasady i praktyki dotyczące dozwolonego użytku wywierają chłodny wpływ na tworzenie treści.

Być może zastanawiasz się także, dlaczego Google sfinansował tę pracę. Cóż, nie zrobili tego. Umieszczenie moich artykułów w bazie danych opiera się na fakcie, że w 2011 r. Otrzymałem stypendium Google Policy, kiedy byłem doktorantem. Stypendium to pokryło moje koszty utrzymania, podczas gdy miałem bezpłatny staż w Creative Commons. Kwota wynosiła 7500 $, co niestety nie wystarczyło, abym mógł przeżyć nawet lato (bo czynsz w zatoce!), Ale bez tego na pewno nie byłbym w stanie wziąć tego stażu w ogóle. I chociaż nigdy nie pracowałem dla Google, a praca, którą wykonałem w Creative Commons tamtego lata, była całkowicie niezwiązana z żadnym z moich badań, ta społeczność najwyraźniej wystarczyła, by zepsuć każdy kolejny artykuł, który opublikowałem, z delikatną nutą polityczną .

Uważam również, że bardzo ważne jest, aby zauważyć, że większość moich badań zawartych w tej bazie danych była hojnie finansowana przez National Science Foundation - co zostało potwierdzone w samych artykułach.

Innymi słowy, Google nie sfinansował tych badań, nawet „pośrednio”. A jednak, według GTP, powinienem przyznać Google każdemu artykułowi, który publikuję przez resztę mojej kariery, która ma cokolwiek wspólnego z polityką. (Wygląda na to, że dokonali wyszukiwania słowa kluczowego „prawa autorskie” w moich publikacjach).

Podkreślam mój konkretny przypadek, ponieważ jest to tylko jedna z naprawdę wątpliwych inkluzji w bazie danych. GTP napisał post na blogu, odpowiadając na krytykę ich metodologii, w tym mojej sprawy. Zauważają, że ja i inni stypendyści „podnosimy słuszne uwagi na temat tego, czy niewielki stypendium Google na stypendium powinno stanowić„ pośrednie ”finansowanie Google na kolejne projekty badawcze, które wspierają stanowiska Google.”

(Nie zamierzam nawet spekulować, w jaki sposób ich zdaniem moje badania naukowe z zakresu informatyki „popierają stanowisko Google”, ale mam wrażenie, że tak naprawdę nie przeczytały tych artykułów. Zwłaszcza, że ​​moja 200-stronicowa rozprawa jest jedną z wymienionych. )

Jednak według GTP powinienem był ujawnić swoje stypendium we wszystkich tych opublikowanych artykułach, ponieważ jedynym celem tych stypendiów jest „wpływanie na ich myślenie i ostatecznie ich przyszłe stypendium” oraz kupowanie „dobrej woli” od odbiorcy. Sugerują nie tylko, że Google może finansować pozytywne badania, ale że mogą kupić naukowca na całą karierę.

Nie mogę nie poradzić sobie z sugestią, że z powodu niewielkiej kwoty pieniędzy uzyskanych w szkole, wszelkie badania, które ktoś przeprowadza przez resztę kariery, mogą być stronnicze w stosunku do Google. (Nawet, najwyraźniej, badania, które nie mają nic wspólnego z Google!) Podejrzewam, że jest tutaj argument o śliskim nachyleniu, ale zgodnie z tą logiką każdy artykuł, który piszą naukowcy, powinien ujawniać każdą firmę, z którą kiedykolwiek odbywał staż, każdą firmę, która kiedykolwiek zapewnił im finansowanie, nawet jeśli nie jest to całkowicie związane z ich bieżącymi badaniami, i każdą firmą, która finansuje centra, w których są częścią, lub konferencje, w których biorą udział. (Na drugim końcu spektrum powinniśmy również potencjalnie śledzić koszulki i skarpetki rozdawane na różnych imprezach).

Artykuły informatyczne zwykle mają ograniczenia stron. Zaufaj mi, to byłby naprawdę duży problem.

Typową praktyką jest ujawnianie źródeł finansowania badań w części z podziękowaniami artykułu - właśnie to robimy. Wymieniliśmy również wszystkie źródła finansowania w naszych życiorysach. Mój zawiera listę mojego stypendium. Ponieważ jednak stypendium to nie sfinansowało żadnego z moich badań, nie wspominam o tym w swoich artykułach - nie wspominając już o podarowanym PS4, który wygrałem w konkursie programistycznym w którymkolwiek z moich artykułów. Nie wymieniam również funduszy NSF na badania, które nie zostały sfinansowane z tego grantu. Finansowanie to dla nas dobra rzecz - nie coś, co próbujemy ukryć.

Sądzę, że są tacy, którzy twierdzą, że naukowcy w ogóle nie powinni pobierać funduszy korporacyjnych, nawet unikając darmowych koszulek. Niestety, przy spadających stawkach finansowania publicznego (np. NSF, NIH), staje się to coraz trudniejsze. I dla jasności, dla tych, którzy nie są zaznajomieni z finansowaniem akademickim, w naukach przynajmniej jest to konieczne. Zewnętrzne środki finansowe pokrywają doktoranci, sprzęt i wydatki na studia. (To, czego nie robi, to chowanie się do kieszeni profesora.)

Może jestem naiwny, a Google naprawdę starał się wpłynąć na moje myślenie przez resztę kariery (w moim przypadku zdecydowanie nie zadziałało), ale szczególnie, jeśli chodzi o finansowanie badań informatycznych, myślę, że mają żywił zainteresowanie wspieraniem dobrej pracy i dobrych ludzi. A w przypadku studentów, inwestując w talenty, w nadziei, że kiedyś mogą chcieć tam przyjechać. Więc tak, może dzieje się tutaj coś podejrzanego. Ale mogę przynajmniej powiedzieć, że to się ze mną nie działo. A jeśli Google lub ktokolwiek inny przekaże mi pieniądze na moje badania, z radością zbiorę je na dachach i potwierdzę we wszystkich moich dokumentach. Nie powstrzymałoby mnie to od dalszej krytyki praktyk YouTube dotyczących praw autorskich.

Chociaż moim celem w tym poście nie jest spieranie się, czy osobiście powinienem być w tej bazie danych, ale wskazanie, że zawarte dane są w najgorszym razie niejednoznaczne. A jeśli dane musiałyby być wypełnione przypadkami takimi jak moje, to sugeruje to, że prawdziwy problem jest prawdopodobnie dość mały. (I niestety, jakikolwiek prawdziwy punkt, który mogli powiedzieć o prawdziwym problemie, został przesłonięty przez niechlujne dane. Nagłówki takie jak „Google płaci za korzystne badania!”, Które przytaczają kilka prawdziwych przypadków, a następnie mówią „i jest ich setki!” podczas gdy wskazywanie na te dane jest co najmniej mylące).

Zachęcam więc ludzi do myślenia o tym problemie - prawdziwym problemie potencjalnego uprzedzenia akademickiego - przy użyciu prawdziwych, rygorystycznych metod. Ponieważ przy obecnym klimacie publicznym w odniesieniu do nauki, tego rodzaju polowanie na czarownice jest nieodpowiedzialne.

(Dodatek 1: Czekałem trochę na napisanie tego, ponieważ liczyłem na wyjaśnienia ze strony GTP. Jeśli odpowiedzą, zaktualizuję ten post, ale oto o co ich poprosiłem.)

(Dodatek 2: Pojawiają się również pytania dotyczące finansowania GTP i motywacji do tego projektu, choć nie wiem o tym wystarczająco dużo, aby z nim porozmawiać. Artykuł na temat przewodnika ma pewne spekulacje).

(Aktualizacja: jeśli byłeś ciekawy odpowiedzi Google, wysłali gif do TechCrunch, który zasadniczo obejmuje obalenia od ludzi takich jak ja).